"Odwraca głowę i nie chce patrzeć. Bo gdy patrzy wracają ciepłe wspomnienia. A on chce wierzyć, że ich nie ma. Woli pielęgnować w sobie złość, pogardę i arogancję dla wszystkiego co się z Nią wiązało. Woli myśleć, że było nie do zniesienia. Nie chce o Niej myśleć. Jednak Ona jest i nie potrafi wyrzucić jej z głowy. Wyciąga wtedy na wierzch chwile złe, podciąga kontrast, nasyca kolory. Była najgorsza. Jak mógł ją kochać? Taka okrutną, zimną, toksyczną? Wtedy mu jakoś lżej, lepiej. Wtedy wkłada buty, kurtkę i idzie spotkać się z ludźmi, którymi wypełnił pustkę po niej. Nie chce siedzieć w domu, słuchać muzyki ani przebywać w miejscach, w których ją kochał. Planuje projekty, czyta, śmieje się, pije. Mówi, że mu dobrze. Jest mu dobrze. Bo zapomina. Wymazuje z pamięci tę część życia, w której był najszczęśliwszy. Wymazuje szacunek do osoby, która była mu bliższa niż on sam. Bał się tej bliskości i nie chce pamiętać, że się poddał. Nie umie przyznać się do popełnionych błędów. Nie potrafi myśleć o niej ciepło, traktować jej normalnie. Bo wtedy boi się, że zobaczy tę osobę. Którą Ona jest naprawdę. On woli widzieć potwora. Udowadniać sobie, że to był koszmar, że Ona jest złą osobą. Że nie jest piękna. Że nie jest mądra. Że nie jest wrażliwa. Że wcale jej nie skrzywdził. Że nie była bezbronna. I że nie próbowała. Prościej jest z nią nie rozmawiać, nie widywać się, nie czuć jej zapachu, nie patrzeć jej w oczy, nie śmiać się z nią. Łatwiej jest nie myśleć. Nie słyszeć pytań. "Dlaczego skoro była taka okropna, byłeś z nią, wracałeś do niej, chciałeś jej? Dlaczego nie odszedłeś, skoro nie kochałeś?". Milczy. Nie zna odpowiedzi. Woli nie spędzać z nią czasu, odpychać ją, niszczyć, bo wtedy minimalizuje szanse, że przez tę straszną powłokę, przebije się to wszystko, co w niej kochał. Bo gdyby ona faktycznie zniszczyła mu życie, czy by nie odszedł? A odszedł na długo przed tym, gdy pojawił się na ekranie napis "The End". Potem tylko grał. Czekał. Testował. A gdy znudziła mu się dorosłość, rzucił w kąt wspomnienia o miłości i napisał kredą na chodniku pod jej oknem "ONA jest GUPIA".
Ona jest. Po prostu. Oddycha, je, przygląda się. Kiedyś płakała. Nie rozumiała, że demonizując ją, łatwiej mu odejść, że to sposób usprawiedliwienia. Chciała się przyjaźnić, być blisko, pomagać sobie. Wyciągała rękę. Prosiła. Błagała. Pytała. Ale już nie pyta, bo On i tak ucieknie od odpowiedzi. Przygląda się, ale milczy i nie zbliża, bo nie ma siły na ciąg oskarżeń i ataków. Każdy jej gest, każde słowo jest z zasady złe, bo Ona na pewno nie ma czystych intencji. Wszystko jest jej winą, wszystko jest wymierzone przeciw niemu. Tak On myśli. Nie dostrzega, że walczyła, bo był dla niej ważną osobą w jej życiu. Nie chciał widzieć, że był najbliższy, że troszczyła się i chciała mieć w nim przyjaciela. Bo mogli kiedyś gadać, śmiać się, wychodzić. I wtedy cieszyło to ich oboje. Teraz Ona stoi i smuci się widząc jak On się szarpie. Jak przekręca każde jej słowo. Jak ją odpycha, jak robi wyrzuty, nawet gdy ona milczy. Jak w każdym wypowiadanym słowie próbuje ją zranić, jak nią pomiata, jak gardzi tym uczuciem, które ich połączyło. A Ona chciałaby normalnie. Jak kiedyś. On nie potrafi. Może ze strachu. Ona to akceptuje, właściwie nie przejmuje się tym już więcej. A jednak czasem, gdy patrzy na niego, robi jej się bezgranicznie źle. Potwór, którego sobie wyimaginował i dokleił mu jej twarz, siedzi w nim. Chciałaby mu pomóc. Ale nie pomoże. To nie jej sprawa. A i On odrzuciłby wyciągniętą rękę, bo to nie On ma przecież problem. Zamknęła ten rozdział. On go nie zamknął, choć udowadnia sobie i całemu światu, że jest inaczej. Nie będzie inaczej. Ona potrzebowała czasu, lecz potrafiła odejść bez winienia Go za wszystko. On natomiast nie potrafił odejść i przestać kochać, tak po prostu. Normalnie. Potrzebował zniszczyć każde wspomnienie, każdą rzecz, którą w niej kochał, by stanąć i móc powiedzieć "jesteś nikim".
Ona potrafiłaby podejść, powiedzieć, że jej przykro. Przytulić. Powiedzieć 'przepraszam' i 'wybaczam'. Wznieść się ponad to.
On nie umie podejść. Nie chce jej przytulić ze strachu. Nie potrafi spojrzeć jej w oczy i powiedzieć 'przepraszam', ani 'wybaczam'.
Jej spokój. Jej akceptacja. Jej świadomość, że On jest teraz kimś zupełnie obcym. Że nie jest już nikim szczególnym. To właśnie dało jej wolność. Za ten stan rzeczy On może winić tylko siebie. Ona nie szukała sztucznych powodów. Nie próbowała znienawidzić. Chciała nauczyć się żyć obok siebie. Bo ludzie nie stają się sobie tak bliscy bez powodu. Bliskość nie mija, gdy związek się kończy.
On jednak wolał ją mieć daleko. Trzymać na dystans, bojąc się swoich uczuć i tego co czuł i mógłby znów poczuć. Jego pogoń za szczęściem i wolnością to gra z samym sobą i ze światem. Próba udowodnienia, ile jest wart. Szukanie aplauzu u innych.
Jego stosunek do niej jest świadectwem jego słabości.
Ona była słaba.
On jest słaby.
Raniła ją jego postawa, jego niesprawiedliwe oceny.
Gdyby była taka, jak ją przedstawia, nigdy by z nią nie był.
Nienawiść go napędza. Może to niezdrowe. Ale jeśli to pozwala mu iść do przodu, to jej pozostaje się tylko cieszyć. Bo ona zawsze będzie myślała o nim ciepło, jako o człowieku, którego kiedyś bardzo kochała. Ona nie czuje złości. Jest jest smutno, że tak niesprawiedliwe ją ocenia, dla własnej wygody. Chciałaby, by był szczęśliwy. Chciałaby, by przestał uciekać przed samym sobą, przed tym czego bał się na długo przed tym, gdy Ona pojawiła się w jego życiu. Pogarda to ucieczka od tęsknoty.
Była całym jego światem. Chciał być całym swoim światem.
Nigdy z tym się nie pogodził.
Nigdy się z tym nie pogodzi.
Nigdy z tym się nie pogodzą.
Może kiedyś spotkają się na ulicy. Porozmawiają. A potem pożegnają i wrócą do swoich spraw. A na pożegnanie, On poda jej rękę i przeprosi. Pogodzą się i ciężar opadnie. Ona ma czasem taką nadzieję. Nadzieja matką głupich. Wie, że to nigdy nie nastąpi. Ale nadzieja umiera ostatnia."
Przepisane. Bardzo realne. Bardzo fikcyjne.