Modern Art

Muzyka  i tagi na dziś:
nieznajomi 5 nad ranem wilgoć cytrynówka zdjęcia tramwaje dzieciństwo znicze ciasto czekoladowe pierdolić


Trochę oniryczne kilka wrocławskich dni nocy. Przy okazji był TIFF. Uczucia mieszane. Za to Muzeum Współczesne we Wrocławiu zwala z nóg. Miła odmiana po oklepanym CSW, Zachęcie i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Designerskie surowe wnętrze budynku plus wystawa "tytuł nieznany" na piątym piętrze robią wrażenie. I jeszcze "nie do końca" otwarta kawiarnia na dachu muzeum. Z wielkim pomalowanym na zielono tarasem, z widokiem na cały Wrocław. Zaliczyłam psychiczny reset. Przyjemnie.





















The Third Floor


Rzadko bywam w tamtych rejonach. Niby Śródmieście, ale już zaraz Wola. Szłam przed siebie i sama nie wiem jak doszłam w okolice pierwszego "własnego" mieszkania. Róg Żelaznej i Grzybowskiej, Mennica Polska, a po przekątnej mur getta. 

Stoję i gapię się w okno na trzecim piętrze. 

Le Corbusier byłby dumny. Szary klocek mieszczący tysiąc ludzi. Jeden z dziewiętnastu. Po piętnaście pięter. Długie bure korytarze, dużo "przestrzeni wspólnej", sklepik na dole, malutkie mieszkanka z ciemnymi kuchniami. Jakby zbudowane nie dla ludzi, a dla myszy. Piękne w swej brzydocie. Myślę intensywnie jaki numer miały te drewniane, zielone drzwi wejściowe w bloku za Żelazną Bramą. Otwierałam je i zamykałam każdego grudniowego dnia 2009 roku. 303? 327? Nie pamiętam. Pamiętam, że wiało, bo okna były stare, drewniane, nieuszczelnione. Prusaki też były. Materac na podłodze był. Ale pralki nie było. 

Śmiałam się, że mieszkamy w komunistycznym gettcie. Słuchaliśmy Pustek i ich duetu z Nosowską.. Jakoś tak pasowało. Czasem, gdy nie mogłam spać, myślałam o tym co działo się w tym miejscu 70 lat temu. To był senny, bardzo zimny i zaśnieżony, ale szczęśliwy miesiąc. Tylko miesiąc, a mam wrażenie, jakby to był rok.


Chcę wejść do środka. Sprawdzić jaki to był numer drzwi. Uświadamiam sobie, że przez te trzydzieści dni nigdy nie wjechałam na ostatnie, piętnaste piętro. Wchodzę do hallu na dole. Pytam ochroniarza czy mi otworzy. Patrzy na mnie krzywo i mówi, że jak nie mam klucza to wejść nie mogę. Na nic moje tłumaczenia. Nie i już. 

Błąkam się wzdłuż Żelaznej i Chłodnej. Robię zdjęcia. Powietrze jest mroźne, zbliża się jesień. Dłonie mam skostniałe, a nie mam rękawiczek. Szukam wspomnień. Dziwię się jak dziwnie wyglądają tu te wielkie stare drzewa. Zastanawiam się czy pamiętają wojnę. To właśnie ci samotni, już niemal bezlistni świadkowie historii są spoiwem tej kulturowo-historycznej mieszanki. Komunistyczne osiedle, stare opuszczone kamienice, mur getta, nowoczesne instalacje, wieżowce ze szkła. A w tym wszystkim, jak w mrowisku, uwijają się ludzie. Panowie w garniturach i staruszki o lasce. Wszystko się dopełnia. To miejsce tak spójne w swej różnorodności.  W samym sercu miasta, a jednak spowite jakąś niepojętą tajemnicą. Niedocenione. Obok sieci handlowych znajdują się małe sklepiki i zakłady usługowe pamiętające czasy wojny. 

Miałam już wracać, ale moją uwagę przykuł szyld "Usługi Szewskie" i niebieska krata zasunięta do 1/3 wysokości drzwi. Zatrzymałam się. Przechodziłam tędy tyle razy, ale nigdy nie zwróciłam na to miejsce uwagi. Za szklaną witryną przy wielkiej starej maszynie siedział szewc. Szył. Skupiony na swojej pracy. A ja skupiona na patrzeniu. Jego ręce wprawnie przekładały materiał. Nagle podniósł głowę i spojrzał wprost na mnie. Chciałam uciec. Ciekawość była silniejsza i weszłam do środka. Ale to już zupełnie inna historia, która zasługuje na swoją własną opowieść.




I know more than I knew before

w ramach podkładu muzycznego
Dziękuję W.
Dostałam taki oto prezent, z komentarzem, "starzejesz się". Faktycznie, nie da się ukryć. Każdego ranka jestem bogatsza o doświadczenia, świeże emocje dnia poprzedniego. Twarz pokazuje wszystko, łącznie z tym, czego pokazywać wcale nie chcemy. Troskę, smutek, radość, zaufanie, tęsknotę, zaskoczenie, zmieszanie.  Każda zmarszczka, nierówność skóry, każdy grymas i każde spojrzenie mówią więcej niż można wyrazić słowami. Nie potrafię ukrywać uczuć. Wielu poczytuje to za moją wadę, bo czasem łatwiej/lepiej udawać. Są też tacy, którzy cenią szczerość i bezkompromisowość w kontaktach z innymi ludźmi.

W takim razie czy emocjonalność/uczuciowość świadczy dobrze, a może źle o człowieku? To wada czy zaleta?

Fall in progress


Kicham.

Cierpię. Jako fanka chodzenia na bosaka. Zwiastunem tego, że nadeszła jesień jest przymus zakładania skarpetek. Stopy są wielce niezadowolone. Sandały zostały schowane na pawlacz. Czas odkurzyć hasło "zimo wypierdalaj".

Less than nothing

Gdy odchodzi ktoś bliski, przestajesz rozumieć cokolwiek. Nie chcesz już myśleć, chcesz zapomnieć, wymazać wspomnienia, słowa lub nawet konkretne osoby. Marzysz, by się nie obudzić. Ani alkohol, ani rodzina, ani bliscy, ani niemal obcy ludzie, katowanie się fizycznie, wyjazd lub leżenie bezczynnie, nikt ani nic nie jest w stanie odciągnąć Cię od tego, co kołacze Ci się po głowie. Czujesz się przegrany, oszukany, ukarany ponad miarę czynów. Czujesz, że wszystko w co wierzyłeś, każda rzecz, która robiłeś była złudna i ulotna. Że rzeczy najważniejsze, przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Że być może nie miały znaczenia nigdy.

Gdy umiera ktoś bliski, zabiera miłość ze sobą. Zostajesz sam ze swoimi uczuciami, rozpaczą, tęsknotą, wspomnieniami. Czujesz żal, bo chciałbyś mu jeszcze tyle powiedzieć, bo masz w sobie tyle emocji, a jego nie ma. Myślisz złudnie, że to niesprawiedliwe, że on już nie czuje ani bólu fizycznego, ani psychicznego. Smutek i brak zrozumienia dla sytuacji, w której się znalazłeś jest tak głęboki, że nawet nie potrafisz określić go słowami. Złość, łzy, rozmowy, nic nie potrafi ukoić uczuć, rozedrgania i pustki. Masz wrażenie, że wraz z odejściem tej osoby, ktoś wyrwał Ci wszystkie wnętrzności, zostawiając pustą dziurę w środku, której nie jesteś w stanie wypełnić. Rana jest tak głęboka, tak bolesna, że wydaje Ci się, że już nigdy nic ani nikt nie przyniesie Ci ukojenia. Brakuje Ci tchu, łkasz nie wydając z siebie dźwięku, łzy płyną, każda komórka ciała drży. Nie możesz złapać oddechu. Chcesz dołączyć do tej osoby. Chcesz odejść, bo liczysz, że wtedy już nie będzie bolało, że nie będzie już pustki, żalu. Chcesz nie czuć nic, pragniesz zobojętnienia, które nie przychodzi.

Gdy umiera najbliższy, nie widzisz sensu w niczym, zostajesz obdarty tak gwałtownie ze złudzeń, a rany są tak głębokie, że chcesz umrzeć. Ale musisz nauczyć się z tym żyć. Ból będzie Ci towarzyszył jeszcze długo, rany będą goić się powoli, a gdy już się zagoją, pozostaną blizny. Nikt też nigdy już nie przywróci do życia tej osoby. Pozostaną wspomnienia. Nikt jej nie zastąpi. Pojawią się za to inni, którzy pomogą Ci żyć dalej. W końcu przyjdzie ukojenie. Tylko potrzeba czasu. Więc nie spiesz się. Cierp tak długo jak potrzebujesz. Nie powstrzymuj łez, krzycz, pij, pal, rzucaj przedmiotami. Rób wszystko co przyniesie Ci ulgę. Ale pamiętaj. Nie wiń. Przyjdzie noc, którą prześpisz w całości. Przyjdzie dzień, kiedy obudzisz się bez tego ciężaru na klatce piersiowej, wreszcie nabierając głęboko powietrza. Zmienisz się, już nigdy nie będziesz tą samą osobą, ale będziesz.

Zabrano Ci część Ciebie - osobę, którą kochasz. Nie zmienisz tego. Naucz się z tym żyć.