Gdy odchodzi ktoś bliski, przestajesz rozumieć cokolwiek. Nie chcesz już myśleć, chcesz zapomnieć, wymazać wspomnienia, słowa lub nawet konkretne osoby. Marzysz, by się nie obudzić. Ani alkohol, ani rodzina, ani bliscy, ani niemal obcy ludzie, katowanie się fizycznie, wyjazd lub leżenie bezczynnie, nikt ani nic nie jest w stanie odciągnąć Cię od tego, co kołacze Ci się po głowie. Czujesz się przegrany, oszukany, ukarany ponad miarę czynów. Czujesz, że wszystko w co wierzyłeś, każda rzecz, która robiłeś była złudna i ulotna. Że rzeczy najważniejsze, przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Że być może nie miały znaczenia nigdy.
Gdy umiera ktoś bliski, zabiera miłość ze sobą. Zostajesz sam ze swoimi uczuciami, rozpaczą, tęsknotą, wspomnieniami. Czujesz żal, bo chciałbyś mu jeszcze tyle powiedzieć, bo masz w sobie tyle emocji, a jego nie ma. Myślisz złudnie, że to niesprawiedliwe, że on już nie czuje ani bólu fizycznego, ani psychicznego. Smutek i brak zrozumienia dla sytuacji, w której się znalazłeś jest tak głęboki, że nawet nie potrafisz określić go słowami. Złość, łzy, rozmowy, nic nie potrafi ukoić uczuć, rozedrgania i pustki. Masz wrażenie, że wraz z odejściem tej osoby, ktoś wyrwał Ci wszystkie wnętrzności, zostawiając pustą dziurę w środku, której nie jesteś w stanie wypełnić. Rana jest tak głęboka, tak bolesna, że wydaje Ci się, że już nigdy nic ani nikt nie przyniesie Ci ukojenia. Brakuje Ci tchu, łkasz nie wydając z siebie dźwięku, łzy płyną, każda komórka ciała drży. Nie możesz złapać oddechu. Chcesz dołączyć do tej osoby. Chcesz odejść, bo liczysz, że wtedy już nie będzie bolało, że nie będzie już pustki, żalu. Chcesz nie czuć nic, pragniesz zobojętnienia, które nie przychodzi.
Gdy umiera najbliższy, nie widzisz sensu w niczym, zostajesz obdarty tak gwałtownie ze złudzeń, a rany są tak głębokie, że chcesz umrzeć. Ale musisz nauczyć się z tym żyć. Ból będzie Ci towarzyszył jeszcze długo, rany będą goić się powoli, a gdy już się zagoją, pozostaną blizny. Nikt też nigdy już nie przywróci do życia tej osoby. Pozostaną wspomnienia. Nikt jej nie zastąpi. Pojawią się za to inni, którzy pomogą Ci żyć dalej. W końcu przyjdzie ukojenie. Tylko potrzeba czasu. Więc nie spiesz się. Cierp tak długo jak potrzebujesz. Nie powstrzymuj łez, krzycz, pij, pal, rzucaj przedmiotami. Rób wszystko co przyniesie Ci ulgę. Ale pamiętaj. Nie wiń. Przyjdzie noc, którą prześpisz w całości. Przyjdzie dzień, kiedy obudzisz się bez tego ciężaru na klatce piersiowej, wreszcie nabierając głęboko powietrza. Zmienisz się, już nigdy nie będziesz tą samą osobą, ale będziesz.
Zabrano Ci część Ciebie - osobę, którą kochasz. Nie zmienisz tego. Naucz się z tym żyć.