Such a long time


Ogrom wernisaży, wystaw, spotkań autorskich, na których miałam okazję być w listopadzie (zaczynając od TIFFu we Wrocławiu), troszkę mnie przytłoczył. Miałam chwilami wrażenie, jakby wszystkie widziane obrazy, zdjęcia i grafiki, zlały mi się w całość. Przestałam już rozróżniać, które zdjęcia widziałam, w której galerii, z kim tam byłam. Pamiętałam tylko obrazy, pojedyncze fotografie wiszące na ścianach. Czasem w ramach, czasem przyklejone do drzwi windy, innym razem leżące na podłodze lub przymocowane do krat. Te godne zapamiętania utkwiły w pamięci (niekoniecznie połączone z nazwiskami) na tyle mocno, że systematycznie do nich wracam. 

Listopad zaraz się kończy, a ja jestem lekko zdziwiona. Nagle, nie wiedzieć czemu, fotografia wysunęła się na pierwszy plan. Zawsze mnie interesowała, zawsze lubiłam oglądać zdjęcia, w pewnym momencie potrafiłam godzinami grzebać w internecie szukając klatek i ujęć. Nie bez znaczenia jest fakt, że miałam tę fotografię na co dzień, że żyłam z F., dla którego zdjęcia były ważną częścią życia. Potem pojawił się pomysł, by te zdjęcia robić, a nie być tylko biernym obserwatorem lub ich bohaterem. Najpierw na wakacjach, potem strzelane z łokcia na mieście starym radzieckim fedem. Wszystko to jednak nadal było tylko wycinkiem, jakimś zainteresowaniem, na pewno nie było pasją. Decyzja o studiach fotograficznych była też spontaniczna, niekoniecznie przemyślana. Wydawało mi się to ciekawsze od politologii, stosunków międzynarodowych, miałam nadzieję, że dzięki temu po prostu zyskam twórczo, będę chcąc-nie chcąc miała kontakt ze sztuką. Nie chodziło o naukę, o fach. Czysto pragmatyczny krok, by zrobić magistra. I tak oto znalazłam się na studiach, z których nie wyniosę wiele. Jednak kontakt z fotografią mam, nagle jestem zmuszana do myślenia o kadrach, do robienia zdjęć, projektów. Tym oto sposobem spędzam godziny w galeriach, na spotkaniach autorskich, mając aparat prawie zawsze w torebce (nigdy nie mam go, gdy naprawdę jest potrzebny). Nie oznacza to absolutnie rozstania z pisaniem. Fotografia zawsze będzie dodatkiem do dokumentu, reportażu.


Wszystko to plus doświadczenia osobiste sprawiły, że zrodziło się w mojej głowie milion pomysłów. Małych i dużych. Dotyczących fotografii, pisania i wyjazdów. Pojawił się realny plan na studia hen daleko. Jest też opcja pracy całkiem niegłupiej, jak dobrze pójdzie. Eksplozja twórcza sprawia, że zapisuję niezliczone strony w notesie, w każdym możliwym miejscu. W. śmieje się, że przeżywam erekcję twórczą, choć jestem kobietą. Ja za to pierwszy raz czuję, że mogę, jestem w stanie, że nauczę się. Przy tym wszystkim jednak wolę się nie nastawiać, zachowuję dystans i trzeźwość umysłu, mając świadomość, że wszystko i tak ułoży się po swojemu. Powoli, choć nie bez komplikacji, życie zsuwa się na odpowiednie tory.

Jest mi dobrze. Wszystko jest świeże. Powietrze jest zimne. Biorę głęboki wdech. Chyba czas nauczyć się pływać.

CSW


KARA WALKER


DROOG DESIGN / CSW






STREET PHOTOGRAPHY NOW 


Światek Wojtkowiak  i znudzenie fotografią uliczną. Wielki plus za szczerość,  styl bycia i zdrowe podejście do tego co robi!















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz